„List okólny br. Eliasza o śmierci św. Franciszka"
czwartek, 15-02-2024 | dodał: Br. Eliasz z Asyżu | Wczesne Źródła Franciszkańskie
Buonbarone z Asyżu, w zakonie br. Eliasz, urodził się w Beviglie di Assisi, około 1180 roku. Był więc niewiele starszy od św. Franciszka. Studiował prawdopodobnie w Bolonii. Był wszechstronnie uzdolniony i w swej późniejszej działalności zasłynął z wielkiej mądrości, Szczególnie w zakresie umiejętności świeckich, m. in. jego dziełem jest wspaniała bazylika św. Franciszka w Asyżu.
W szeregi Minorytów. wstąpił około 1211 roku, w każdym razie w pierwszych siedmiu latach istnienia zakonu „Pokutników z Asyżu" jak wówczas zwano św. Franciszka i jego Braci. Tak więc br. Eliasz był jednym z Pierwszych towarzyszy Biedaczyny. Przewyższał ich wszystkich potęgą umysłu, wykształceniem, znajomością życia, inicjatywą twórczą. Całym sercem czcił i kochał Franciszka. Jak notuje br. Tomasz z Celano i anonimowy autor „Legendy chórowej umbryjskiej" święty bardzo go cenił, kochał w sposób szczególny. Dlatego w 1217 roku jemu powierzył najtrudniejszą wyprawę misyjną na Bliski Wschód. Eliaszowi wystarczyły trzy lata, by założyć i zorganizować minorycką prowincję Ziemi Swiętej, która do dzisiaj istnieje.
Po powrocie ze Wschodu i po śmierci pierwszego wikariusza zakonu br. Piotra Cattani (10.3.1221) św. Franciszek ustanowił go wikariuszem czyli faktycznym ministrem generalnym zakonu, dlatego niektóre źródła nazywają go pierwszym generałem Braci Mniejszych. Już jako wikariusz, a tym bardziej jako generał (1232-1239) wykazywał wielką aktywność na polu. organizacyjnym, apostolskim, misyjnym i w popieraniu studiów. Ponadto pełnił funkcje dyplomatyczne. Był znany jako przyjaciel papieża Grzegorza IX i cesarza Fryderyka II.
Prawdziwie po synowsku opiekował się chorym Franciszkiem, tak że Biedaczyna nazywał go swoją „matką" i „ojcem swych braci." Jemu jednemu pozwolił zobaczyć stygmatyczną ranę boku, jemu też przed swą śmiercią udzielił szczególnego błogosławieństwa, a także polecił przekazać błogosławieństwo braciom całego zakonu. Właśnie „List okólny" spełnia to życzenie Zmarłego, a ponadto potwierdza synowskie przywiązanie Eliasza do ojca Franciszka.
AUTENTYCZNOSC I CHARAKTER „LISTU OKÓLNEGO"
Sw. Franciszek zmarł w Porcjunkuli, wieczorem w sobotę 3 października 1226 roku, a w niedzielę został przeniesiony do kościoła św. Jerzego w Asyżu i tam pochowany. Wkrótce po uroczystościach pogrzebowych br. Eliasz wysłałli do wszystkich prowincji zakonu zawiadomienie o śmierci Założyciela w postaci listu okólnego. Wyraża on nastrój człowieka szczerze bolejącego, żałobę i płacz udręczonego syna, który jako zastępca zmarłego Ojca przeżywa lęk i smutek. Siebie i osieroconych Braci usiłuje pocieszyć i dodać im otuchy przekazaniem w imieniu Zmarłego błogosławieństwa i absolucji z tego wszystkiego, cokolwiek by przeciw niemu „uczynili czy pomyśleli," a także powiadomieniem o niesłychanym cudzie stygmatów i ich opisem; Tak więc „List" jest pierwszym dokumentem, stwierdzającym oficjalnie stygmaty św. Franciszka, a równocześnie wprowadzeniem do późniejszych entuzjastycznych obchodów tej. „wielkiej nowości," iż Chrystus we Franciszku ukazał się ,,ukrzyżowany."
Brat Eliasz „grzesznik", jak. na początku i na końcu „Listu" nazywa sam siebie, ułożył go według ówczesnych reguł sztuki mówniczej i według norm tzw. Cursus, jakim posługiwali się ówcześni dictatores czyli pisarze. Ale przede wszystkim „List" utkany jest z tekstów i wyrażeń wziętych z Pisma św. oraz z aluzji do postaci biblijnych (Jakub, Mojżesz, Aaron, Machabeusz).
- Ukochanemu w Chrystusie bratu Grzegorzowi, ministrowi braci, którzy są we Francji, razem ze wszystkimi jego i naszymi braćmi, brat Eliasz grzesznik przesyła pozdrowienie.
- Pierwej, zanim zacznę mówić, -wzdycham, i słusznie; jako wzbierające wody tak i mój krzyk, ponieważ strach, któregom się obawiał, przyszedł na mnie i na was, a czegom się lękał, przydarzyło się mnie, przydarzyło się i wam. Albowiem oddalił się od nas pocieszyciel, a ten, który nosił nas jak baranki na ramionach swoich, odjechał w daleką krainę. Będąc miły Bogu i ludziom, został przyjęty do chwalebnych przybytków: on, który Jakuba nauczył prawa życia i posłuszeństwa; a Izraelowi przekazał przymierze pokoju. Ze względu na niego trzeba się bardzo cieszyć, ale ze względu na nas trzeba ubolewać, gdyż po jego odejściu ogarniają nas ciemności i okrywa cień śmierci. Strata wspólna, ale szczególne niebezpieczeństwo dla mnie; gdyż: zostawił mnie w samym środku ciemności, otoczonego natłokiem spraw i ściśniętego niezliczonymi udrękami. Dlatego proszę: Bracia, bolejcie razem ze mną, ponieważ i ja bardzo ubolewam i współczuję z wami, jako że zostaliśmy sierotami bez ojca i straciliśmy światło naszych oczu.
- Zaprawdę, obecność brata i ojca naszego Franciszka była prawdziwym światłem; nie tylko dla nas, którzy byliśmy blisko, ale i dla tych, którzy profesją życiem byli daleko od nas. Był on światłem wysłanym przez światło prawdziwe, oświecającym tych, którzy pozostawali w ciemnościach i siedzieli w cieniu śmierci, żeby kierować ich nogi na drogę pokoju. Czynił to, jakby prawdziwe światło południa. Wschodzący z wysokości oświecał jego serce i zapalał wolę ogniem swej miłości. Przepowiadając królestwo Boże i nawracając serca ojców do synów i nieroztropnych do roztropności sprawiedliwych, po całym świecie przygotował Panu lud nowy. Aż do wysp daleko rozsławiło się imię jego, a wszystkie ziemie podziwiały dziwne jego dzieła.
- Dlatego, synowie i bracia, nie smućcie się w sposób przesadny, ponieważ Bóg, Ojciec sierot, pociesza nas swoją świętą pociechą. A jeśli, bracia, płaczecie, to płaczcie nad samymi sobą, a nie nad nim. Albowiem my „wpośród życia jesteśmy śmiertelni,” on, natomiast ze śmierci przeszedł do życia. Radujcie się, ponieważ przedtem, zanim został zabrany od nas, jak drugi Jakub pobłogosławił wszystkich swoich synów i wszystkim odpuścił winy, jakie by ktoś z nas przeciw niemu popełnił czynem lub myślą.
- To powiedziawszy, ogłaszam wam wielką radość i nowy cud. Od wieków nie słyszano o takim znaku jak tylko w Synu Bożym, którym jest Chrystus Pan. Niedługo przed śmiercią nasz brat i ojciec okazał się ukrzyżowany, nosząc na swoim ciele pięć ran, które prawdziwie są stygmatami Chrystusa. Jego dłonie i stopy miały na sobie z obydwu stron jakby przebicia gwoźdźmi, zachowując rany i okazując czerń gwoździ. Okazało się także, że jego bok był przebity włócznią, lanceatum i często krwawił.
- Kiedy jeszcze duch jego żył w ciele, nie było w nim wdzięku, ale wzgardzona twarz jego, a wszystkie członki jego ciała w nadmiernym cierpieniu. Na skutek napięcia nerwów jego członki zesztywniały, jak to bywa u człowieka zmarłego; ale po śmierci jego wygląd stałsię piękny, wydając dziwnie miłą woń i ciesząc patrzących. A członki, co przedtem były zesztywniałe, stały się bardzo wiotkie, dając się układać tu i tam, zgodnie ze swą pozycją, jakby członki delikatnego chłopca.
- Zatem, bracia, uwielbiajcie Boga na niebie i wysławiajcie Go przed wszystkimi, bo wyświadczył nam swoje miłosierdzie; zachowujcie pamięć ojca i brata naszego Franciszka - na cześć i chwałę Tego, który wywyższył go wpośród ludzi i uwielbił go wobec aniołów. Módlcie się za niego jak przed śmiercią żądał tego od nas, i módlcie się do niego, ażeby Bóg i nas, razem z nim, uczynił uczestnikami swojej świętej łaski. Amen.
- W niedzielę czwartego października, o pierwszej godzinie poprzedniej nocy, ojciec i brat nasz Franciszek poszedł do Chrystusa. Przeto, najdrożsi bracia, do których dotrze niniejszy list, naśladując naród izraelski opłakujący Mojżesza i Aarona, swoich sławnych wodzów, dajmy upust łzom, jako, że zostaliśmy pozbawieni pociechy z tak dobrego ojca.
- Chociaż bowiem dobrą rzeczą byłoby cieszyć się razem z Franciszkiem, to jednak dobrą rzeczą jest także opłakiwać Franciszka. Zaprawdę, cieszyć się razem z Franciszkiem jest rzeczą dobrą, ponieważ on odszedł, ale udał się na niebieskie targowisko, niosąc ze sobą worek pieniędzy, a wróci na pełnię księżyca (por. Pri .7,19-20) Opłakiwać Franciszka jest rzeczą dobrą, ponieważ został zabrany spośród nas ten, co wchodził i wychodził jak Aaron, przynosząc nam ze swego skarbca rzeczy nowe i stare i pocieszając nas w każdym utrapieniu naszym, a teraz jesteśmy sierotami bez ojca. Ale że napisane jest: Tobie się biedny poleca, Tyś opiekunem sieroty (Ps 10 hebr. 14), przeto bracia najmilsi, módlcie się pilnie, aby Pan, ów najwyższy garncarz, to naczynie gliniane, co zostało rozbite na padole synów Adama, raczył odnowić na inne, chwalebne, które wyrastałoby ponad mnogość naszego ludu i jak prawdziwy Machabeusz prowadziłoby nas do walki.
- A ponieważ nie jest rzeczą daremną modlić się za umarłych, módlcie się za jego duszę do Pana. Każdy kapłan odprawi trzy Msze, każdy kleryk psałterz, bracia laicy pięć Ojcze nasz; klerycy odmówią wigilię, uroczyście, razem wspólnie. Amen.
Brat Eliasz grzesznik














